sobota, 17 marca 2012

Pantalonowa afera


Za górami, za lasami, za siedmioma rzekami żyła sobie mała dziewczynka. Do pełni życia nie potrzebowała ni siedmiu krasnoludków, ni troskliwych misiów czy nawet soku z gumijagód. Sama świetnie radziła sobie z przeciwnościami losu i nieprzychylnymi jej ludźmi. A takich w nowym mieście nie brakowało. Na każdym kroku spotykała sfrustrowanych garncarzy, bartników i bednarzy. Spracowani mężczyźni z dużym apetytem spoglądali w kierunku młodej niewiasty, co było powodem zazdrości ze strony plebejskich mieszkanek metropolii. W drodze do studni (po wodę) czy lasu (po maliny) zmuszona była awanturować się z nimi. Niespotykana uroda, delikatne dłonie i idealna sylwetka stały się motywem wielokrotnych zaczepek. Ponieważ samotne życie nie należało do najtańszych, białogłowa musiała szybko znaleźć zatrudnienie. Miejscem jej nowej pracy okazał się sklepik z pantalonami dla szlachcianek.



Dziewczyna od blisko sześciu miesięcy obsługiwała kobiety, których jedynym zajęciem było dbanie o wygody męża. Robiła to z dużym zaangażowaniem, uśmiechem na twarzy, nie pokazując zmęczenia. Nie śmiała nikomu odmówić pomocy w doborze majtadałów, czy halki. Ale jak to w bajkach zawsze bywa na horyzoncie musiał pojawić się zły OGR (prawa ręka właściciela sklepiku). Płci niedookreślenia. Ogr wysoki i wychudzony. Włosy jego niby długie, rysy męskie, wąs pod nosem. Jednym słowem cechował go monstrualny wygląd, który nie przyciągał klientów. Czarny charakter spełniał swoją rolę w stu procentach. Knuł, insynuował, zastawiał pułapki na swoich podwładnych. Niejednokrotnie starał się skłócić zatrudnionych, a tym samym doprowadzić do ich zwolnienia. I tak też się stało. Zły ogr dopiął swego. Zwolnił zatrudniony personel, a na ich miejsce przyjął młodziutkie jelenie reprezentujące poziom swoich przełożonych. Dziewczynka zmuszona do opuszczenia sklepiku pozostawiła ten oto list:


 (...) mimo wszystko służbę będę wspominać pozytywnie, głównie z powodu dobrej atmosfery, która panowała pomiędzy Majtkowymi. Niestety relacje te próbował zburzyć ogr podkładając nam świnie, oczerniając nas, obgadując. O osobie Twojego zastępcy Wielki Szu, chciałabym przekazać kilka słów prawdy. (...) Wielokrotnie byłam świadkiem żenującej rozmowy zastępcy głowy sklepiku z nabywcami. Nieporadne, nieskładne wypowiedzi, pozycja leżąca podczas wypisywania skargi to cechy, które ją opisują. (...) Rozbawiła mnie do rozpuku kiedy to poprosiła Eleonorę, aby udawała zastępcę pryncypała, bo ta nie była w stanie poradzić sobie ze zdenerwowaną szlachcianką. (...) Myśląc "ogr" nasuwa mi się niezbyt przyjemny widok zastępcy przełożonego, która w obecności kupujących pokazuje jakie pantalony czy namiot odziała, która bez skrępowania opowiada o tym, iż nie lubi stosować waty, bo ma cytuję: "pi**ę uje**ną" i wreszcie, która opowiada o swoim pożyciu. Prawdziwy gospodarz powinien sam podejmować decyzje, a nie sugerować się opinią niekompetentnego zastępcy. Mam nadzieję, iż nasi następcy zostaną potraktowani należycie, z obowiązującymi normami. Nie zapominając przy tym o zasadach dobrego wychowania. (...) To ona jest,  cytując szambelana króla Kleofasa III, flegmatykiem zwanego, Kazimierza Szczukę: "najsłabszym ogniwem" w fabryce pantalonów. To ona powinna ponieść konsekwencje swego poczynania. Niesprawiedliwie zostały potraktowane natomiast majtkowe, które w swoją pracę wkładały serce. Pozwoliłam sobie dostarczyć kryteria jakie powinna spełniać osoba zajmująca pozycję zastępcy pryncypała. Mamy nadzieję, że ów tekst skłoni Cię do refleksji.


Morał tej bajki jest krótki i niektórym znany, kto nie trwa w komitywie z ogrem ten będzie ukarany.

2 komentarze:

  1. hahahaha popłakała się ze śmiechu Kochana :)))

    Z pozdrowieniami,
    Bezrobotna "Majtkowa"

    OdpowiedzUsuń
  2. :)))
    Wspaniale się czyta ten tekst, Moniko... :)
    Pozdrawiam,
    M.Sz. :)

    OdpowiedzUsuń